Prawdziwe przygody – pierwszy raz z Trialem

1

Uwielbiamy prawdziwe historie gdy ktoś rozpoczyna przygodę z Trial’em motocyklowym i dzieli się swoimi wrażeniami. Oto przygoda Piotra jak poznał Trial i się w nim zakochał.

Prawdziwe historie –  co to ten trial?

Jest środek lat dziewięćdziesiątych. U kumpla w trawie widzę oponę motocyklową, na pewno nie szosa, ale enduro też nie. Kostka za równa, same mięciutkie kwadraciki, dziwna jakaś…

– Chodź, coś ci pokażę – mówi i idziemy do szopy czy garażu (już nie pamiętam) i moim oczom ukazuje się jakże brzydki stwór: niby cross ale jakiś mały, z wygiętym tylnym błotnikiem, jakiś napis „Fantic” kojarzący mi się ze sportami wodnymi. Do tego brak kanapy, dziwny jakiś…

– Gdzie kanapa, gdzie się siedzi? -pytam ze śmiechem.

– Nie siedzi, a stoi. -odpowiada rzeczowo, odpala z czwartego kopa, wsiada i stoi. Stoi! Nie jedzie, nie podpiera się a stoi. Ładnie. Za chwilę z tej stójki wskakuje tylnym kołem na jakąś oponę od „Jelcza”. No ładnie, poczułem się tak jakoś dziwnie…

Tak zaczyna się moja przygoda z trialem motocyklowym, nie jakaś mega wyczynowa z nagrodami, podiumami, wynikami – tylko zwykła przygoda z odłamem sportu, o którym wiem od ponad dwudziestu lat.

Na początku tego roku szukałem quada przeprawowego, bo szosa i znudziła mi się trochę i trochę strach jeździć; bo rodzina, dom, praca itepe. Sąsiad mówi, że kupuje sobie triala a quady to dla pedałów, że pięć minut na trialu i pot po dupie i w innych zakamarkach i tym podobne historie. Właśnie dodatkowo myślałem sobie co by tu ze swoim czterdziestoletnim ciałem zacząć robić, bo coraz go więcej, tu boli rano a tam wieczorem; siłownia – nie, basen – może, bieganie – never… ciągle myślę co by tu… co by tu… … no to by tu: realizuję marzenie zprzed dwudziestu lat. Ale czy dam radę? Czy wyrobię kondycyjnie, czy w ogóle będę miał na to czas?

Tu jak nie-ja postanowiłem że „się zobaczy” jak będzie sprzęt. W ogłoszenia w Polsce a tu zonk. Nie ma praktycznie nic – cztery sztuki na całą Polskę? Fakt, że może nie sezon, bo marzec, ale po tylu latach taki fajny sporcik a nadal nisza? Wśród mega wyboru w ojczyźnie nic wartego uwagi, same super umęczone kible. ( Nie mam tu absolutnie nic do Sprzedających ale moim zdaniem 99 % sprzętów w Polsce jeżdżone jest zawodniczo. Pięcioletni motocykl po takich eskapadach to super okazja?? Znalazłem po tygodniu jakiegoś sprowadzonego od dobrego znajomego z zagranicy Jotagasa. 200 km od domu. Wsiadam, jadę. Miało być słodko, na miejscu gorzko. Wracam na pusto, po drodze, nie wiedząc jeszcze o tym, mijam się ze wspomnianym sąsiadem niepedałem, który nabywa owe cacko i dłubie się z nim po dziś dzień. Ręce mam w górze, poddaję się.

Ogłoszenia zagraniczne – o, tu jest w czym wybierać, chuj, co będzie to będzie. Dzwonię do człowieka, w języku obcym rozmawiam bo „umię” i dowiaduję się, że on to tylko tak z kolegami na wycieczki po lasach i górach, zresztą jak bardzo dużo jego krajanów w różnym wieku… to tak można? Nie trzeba być zawodnikiem-zawodowcem, startować w wyścigach, punkty, pozycja, medale, podiumy? Nie? To naprawdę tak z tymi trialami nie trzeba koniecznie? To można sobie tak fruwać bez spiny po ścieżkach, łączkach, kamyczkach, potoczkach? To można mieć taki sprzęcik zupełnie dla przygody? Dla „fanu”? Do poprawienia sobie kondycji i humoru? To można tak, jak czasem nie wiadomo co ze sobą robić, wyskoczyć na godzinkę po okolicy?… Chuj tam, bierę!…

…I wziąłem! Po tygodniu już stała w garażu. Ossa tr280i z jedenastego, z tym „i” na końcu czyli, że na wtrysku co to nigdzie nie ma do niej komputera, z upadłej po raz drugi, nieistniejącej fabryki, z kłopotem w dostępie do części, kupiona bez oglądania, w niewiadomym stanie, z „tak się nie robi”, ” zobaczysz co będzie”, ” po co ci taki problem”. I co?

I było warto!

Wymieniłem olej w silniku, olej w lagach, płyn w klamkach, płyn chłodniczy, rozebrałem sprzęgło i skrzynię na części pierwsze – umyłem i złożyłem, wymieniłem dętkę bo była dziurawa, tu szmatką, tu na trytytki, tu pierdoła, tam pierdoła. I co?

I lataaaaaaam!

Gdzie chcę, kiedy chcę i z kim, tak jak sobie wymarzyłem: bez spiny, rekreacyjnie, aktywnie. Odpoczywam ze spoconą dupą! – czego i Wam wszystkim życzę!
Kończąc moje – mówiąc tematycznie – wypociny, myślę, że problem niszowości trialu w Polsce leży przede wszystkim w ludziach, któży myślą lub – gorzej – mówią, że trial jest dla zawodników a nie dla każdego. To trochę tak, jakby każdy posiadacz roweru w Polsce musiał latać co najmniej w Tour de Pologne, i to tylko! Nie daj Boże wziąć taki rower i pojechać do sklepu lub co gorsza na wycieczkę. Po prostu pręgierz!

Trial motocyklowy w formie Cross Country Light Fun Lazy Power:), bo taki właśnie uprawiam, jest dla mnie tym, czego Wy wszyscy cały czas szukacie przynajmniej w temacie aktywnej formy wypoczynku. Jeśli jest cień szansy, że Was tym zarażę to Kicham na Was z całego serca!

Dołącz do naszej grupy facebook Trial Amator

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here